igoronco - BLOG

O autorze ↓

Młoda Rosja jest podobna do nas. A przynajmniej chce być

Polski raper, Igoronco i rosyjski dj, producent, Orski
Polski raper, Igoronco i rosyjski dj, producent, Orski www.mizantropia.pl // foto Aleksander Miz Warski
Podczas gdy nad naszymi głowami politycy wymachują szabelkami, obrzucając się obelgami, groźbami i jabłkami, zwyczajni ludzie po obu stronach barykady prowadzą ożywiony dialog. Dialog, trzeba to przyznać, toczy się w bardzo przyjaznej atmosferze. W momencie gdy na najwyższym szczeblu atmosfera w relacjach z Rosją się zagęszcza, na poziomie mikro daje się zaobserwować tendencję zgoła odwrotną.

Przez całe życie, jak pamiętam, moje wspomnienia interakcji z Ruskami ograniczały się do tych kilku kontaktów handlowych na bazarze, kiedy w dużych miastach istniały jeszcze duże bazary, na których przedstawiciele wschodnich ludów (bo chyba tak trzeba określić ten narodowościowy tygiel) sprzedawali pirackie płyty, przenośne elektroniczne gierki i radyjka na bateryjki. W pewnym momencie jednak zniknęli, nagle i bez pożegnania. Od tego czasu resztę mojej atencji związanej z tym co ruskie zaskarbiało sobie ich państwo. Matka Rosja z całym bagażem historycznym, geopolitycznymi zakusami i tak odmienną od naszej wizją rzeczywistości, raz po raz, przemawiała do nas ustami swoich przywódców, dobrze znanym, obmierzłym nam językiem, a wszystkie próby tłumaczenia jego na nasz brały w łeb.



Niedawno kumpel spytał mnie, dlaczego w Polsce tak bardzo nienawidzi się Rosji, bo przecież nienawidzi się, prawda? Myślę, że właśnie w tym dziwacznym kodzie i obrazie świata, jaki nam przez minione dziesięciolecia starano się wpoić, leży przyczyna owych animozji. Gdy byłem małym chłopcem, moja codzienność - począwszy od elementarza, przez wieczorynkę, po nowomowę w studio tak radiowym, jak telewizyjnym - cała upstrzona była ładunkami radzieckiej kultury. Wszystkie te rusycyzmy zniknęły, jak radyjka z bazarów - nagle. Sami się ich pozbyliśmy - bo były nam obce, albo nie mogliśmy już na nie dłużej patrzeć i ich używać. Prawdopodobnie i jedno, i drugie, a jeszcze dokładniej - jedno, bo drugie. Z biegiem lat okazało się jednak, że słyszany na żywo język rosyjski wcale aż tak nie kłuje w uszy. A okazji do tego, by go usłyszeć miałem ostatnimi czasy co niemiara, bo prawie tak nagle, jak z bazaru zniknęli tamci Rosjanie od bateryjek, pojawili się nowi. Zupełnie nowi, którym przyszło też pełnić w moim życiu zgoła odmienne role…

Niedawno na jednej prywatce, gdy z mym urodzonym w Irkucku przyjacielem zbieraliśmy się do wyjścia, okazało się, że połowa populacji imprezki mówi po rosyjsku. Akurat zaczynała się awantura kijowska, automatycznie i bezwiednie oceniłem więc zagrożenie, a że nie było ono zbyt duże - wróciłem na party, zaś Orski - dj, hypeman i realizator mojej muzyki - uciął sobie pogawędkę w języku ojczystym, czym przypomniał mi o swoim rodowodzie. Przypomniał mi, bo na co dzień jest - jakby to powiedzieć - mało ruski. Po polsku mówi doskonale, jeśli już uczestniczy w jakichś międzynarodowych społecznościach, to raczej osadzonych w anglosaskim kręgu kulturowym, nawet narzekać na aparat państwowy nauczył się po naszemu.

Takich ludzi jak on - europejczyków z wyboru - jest w Polsce więcej, chociażby moja koleżanka, która niedawno chwaliła się przyznanym jej właśnie polskim obywatelstwem. Myślę sobie, też mi powód do ekscytacji, daję temu wyraz kpiącą miną, która nie spotyka się jednak z odwzajemnieniem, czy nawet zrozumieniem. Kumpela nastroju do żartów nie miała - Nie wiadomo, jak to zaraz będzie - rzuciła. A do mnie dotarło, że to co nam jawi się jako mało atrakcyjne i obligatoryjne, może okazać się znaczną wartością dla kogo innego. - No, teraz jestem Europejka - powiedziała, przekroczywszy granicę z Obwodem Kalingradzkim, dzierżąc przyznane jej właśnie polskie obywatelstwo, inna dziewczyna ze wschodu, z którą los mnie zetknął. Mam jednak wrażenie, że zarówno ona, jak i jej podobni Europejczykami byli już dużo wcześniej.

Ta koleżanka pochodzi z Kazachstanu. Językiem, którego nauczyła się w pierwszej kolejności był rosyjski. Rosyjski jak telewizja, którą oglądała i tożsamość, która odróżniała ją od azjatyckich sąsiadów. Nader wszystko czuła się jednak Słowianką, z imieniem i nazwiskiem, które mogłaby z powodzeniem nosić zarówno w Kazachstanie, Rosji, na Ukrainie, czy w Polsce; z rodziną rozrzuconą po wszystkich zakątkach Wspólnoty Niepodległych Państw i polskimi korzeniami, które pozwoliły jej pobierać nauki naszego języka oraz odwiedzić nasz kraj w wieku szkolnym. To nigdy by się nie wydarzyło, gdyby nie chęć i zainteresowanie zachodnią kulturą, poczucie, że można być też jej częścią, nie rezygnując ze swojej. Chęć, którą żywi większość z rosyjskojęzycznej młodzieży.

Jeśli wierzyć badaniom zleconym przez Career.ru, aż 70 % rosyjskich studentów chce znaleźć pracę… poza ojczyzną. Wyniki sondażu wiele mówią o tym, co to państwo, mające stanowić alternatywę dla zepsutej hedonizmem zachodniej i środkowej Europy, rzeczywiście oferuje swoim obywatelom, ale zostawmy na razie politykę, ponieważ niosą one też o wiele bardziej życiowe przesłanie. Młoda Rosja może wychowała się na innych kreskówkach, a zamiast w makao godzinami cięła w duraka, ale myśli po europejsku - we własnym wariancie europejskości - i chce dostatniego życia w pokoju. A jak pokazują moje (także pewnie i wasze) doświadczenia - potrafi się wczuć w nasz rytm i nie tylko upodobnić do nas, ale także dorzucić od siebie co nieco.

Trudno się nie zgodzić z moją kumpelą, od niedawna Polką - nie wiadomo co zaraz będzie. Ale co by się nie działo, warto pamiętać, że Rosjanie, a na pewno młodzi Rosjanie, nie chcą się bić. Jesteśmy z nimi bardzo podobni, ale także pięknie się różnimy - warto to wykorzystać. Wykorzystać we wspólnym celu. Przeważnie dostrzegaliśmy głównie militarne implikacje bycia tzw. przedmurzem Europy. W tym trudnym czasie, który teraz się zbliża, pełnimy także rolę kulturowego przewodnika po Europie dla zastępów młodych rosyjskojęzycznych ludzi, którzy są głęboko przekonani, że Europa ma sens. Bo przecież ma, prawda? Jest w niej miejsce także dla tych wspaniałych ludzi z tego mniej wspaniałego kraju. Pytanie, czy my podołamy temu wyzwaniu...
Trwa ładowanie komentarzy...